Torba na laptopa

Szanowni Państwo,

Niniejszym popełniam pierwszy wpis na blogu. Ever! Dlatego apeluje o wyrozumiałość.
Bohaterem dzisiejszego odcinka będzie torba na laptopa. Wykonana z półtorej standardowego motka spaghetti  bawełnianego.

A oto i rzeczony produkt:




Produkt czarno - fioletowy został poczyniony bo sytuacja zmusiła. A jak taka zmusi, to nie ma przebacz. Trzeba było się schludnie ubrać, a jak wiadomo, do schludnego ubioru wielgachny plecak nie całkiem pasuje. Przeanalizowałam wszystkie możliwe opcje z torbą z Biedronki włącznie, każdą odrzuciłam bez skrupułów i zabrałam się za przeglądanie internetów. Internety podpowiadały całkiem sporo możliwości jednak albo nie miałam potrzebnych materiałów albo nikt ze sprzedających nie oferował dostawy do klienta w przeciągu dwóch dni nieroboczych.

Tak się złożyło, że miałam na podorędziu akurat dwa motki spaghetti (no bo przecież kto z nas nie ma...?). I zabrałam się za myślenie. Na początku torba miała być czarna (czarna jak moja dusza!) ale jak to zwykle bywa - no nie wyszło. Wzięłam szydło w garść i zaczęłam dziergać. Doszedłszy do momentu, gdzie motek miał się powoli acz stanowczo ku końcowi, przymierzyłam dwie powstałe, skrupulatnie wymierzone części do siebie i wyszło mi, że jakby się produkt końcowy poskładało do kupy, to może by się zmieścił średni tablet... Słabo.
Ale skoro część środkowa była już jako tako zgrabna i w miarę równej wielkości, pozostało jedynie dosztukować element boczny. A że jedynym dostępnym kolorem był fiolet, no to cóż. Jak się nie ma co się lubi, to się bierze co leży w koszyku. Dosztukowałam, poskładałam co wyszło i ku mej ogromnej radości okazało się, ze laptop pięknie się mieści, a nawet zostawia trochę luzu i można upchnąć jakieś papiery. Jak się takowe nosi.
Sztuka numer dwa powstała, kiedy sztukę numer jeden zobaczyła koleżanka z pracy. Co prawda nie zaklinała się na ognie piekielne ani nikomu nie oddawała swojej duszy w zamian za posiadanie takiej torby, ale stwierdziła, że mieć musi. A że na wydzierganie całości potrzeba dwóch wieczorów i kilku piw dość chętnie zabrałam się do pracy.

Poniżej można popodziwiać wytwór małych Marcelinowych rączek:




Komentarze