Witam serdecznie:)
Po dość krótkiej przerwie przybywam, ażeby zaprezentować kolejny ochraniacz, tym razem na czytnik książek.
Jak wiadomo - potrzeba matką wynalazku, a jak można się domyślić - potrzeba była uzasadniona.
Osobiście bardzo nie lubię, jak mi się niszczą rzeczy. Zwłaszcza nowe. Dlatego wszystko co mogę upycham w etui, pokrowce, futerały itd. Co prawda potem wychodzi, że 2/3 torebki jest zapchane różnego rodzaju dodatkowymi pierdołami, ale rzeczy są bezpieczne:) Dlatego też powstała idea stworzenia etui do czytnika e-booków.
Oczywiście niezbędne stały się tutaj internety, jako że mój lark freebook 6.1 nie jest jakoś konkretnie rozrywany (a szkoda, bo dobry i niedrogi!) i etui doń dedykowanego można ze świeczką szukać. Ale przecież od czego jest inwencja twórcza i tubka butaprenu:)? Robocizna zajęła wszystkiego jakieś 2 dni. Bo schło. I wyschło:) i teraz pięknie się trzyma.
Idea została zaczerpnięta z bloga KLIK!
Użyte materiały to:
- Zbędna książka (wiem, wiem - oksymoron! Nie istnieje w naturze coś takiego jak zbędna książka...) koniecznie w grubej okładce o wielkości pół ciuta* większej niż czytnik.
- Filc - 1 "kartka" średniej i 1 "kartka" najmniejszej grubości. Kolor dowolny. W moim przypadku średnią grubość reprezentował kolor bordowy (so royal :3 ), a najmniejszą - czarny.
- Tubka butaprenu, lub innego dobrego kleju "do wszystkiego". Ważnym jest, żeby nie roztopił filcu. Butapren trochę roztapia, jak widać na zdjęciu poniżej, więc nie jest najlepszym wyborem. Jak macie lepszy, to tym lepiej dla was!
- Rzep. Klejony. Spokojnie można dostać w pasmanterii.
- Skalpel, lub inne ostre narzędzie tnące.
- Nożyczki.
- Zestaw do dziur (kaletniczy?)
- Gumka. Najlepiej płaska, jak do majtek.
Co do kleju, to najlepiej sobie sprawdzić na kawałku filcu, czy ten się nie rozpuści. Ja jestem w gorącej wodzie kąpana, wiec zawsze idę na żywioł. Jak się nie uda, to rzucam ideę w kąt i leży tam sobie do momentu podjęcia kolejnej próby. Albo nie podjęcia takowej w ogóle...
Ale do dzieła!
Najpierw wycięłam ostrym narzędziem tnącym środek książki. Następnie wycięłam dwa prostokąty z filcu bordowego o wielkości nieco mniejszej od okładki oraz jeden prostokąt z czarnego o długości takiej, jak grzbiet książki i szeroki na tyle, by zakrył rzeczony grzbiet od środka. Następnie ucięłam kawałek gumki (ale nie z własnych majtek. Kupiłam nową!). Na długość wyszło mniej niż dwie długości okładki. W okładce zrobiłam dwie dziury zestawem kaletniczym dość wysoko, gdyż pod filcem została umiejscowiona gumka. Celem było uniknięcie odklejania się filcu w tym miejscu. Przymierzyłam wszystkie elementy, dopasowałam do siebie i stwierdziłam, że styknie. Złapałam za tubkę butaprenu i zabrałam się do klejenia. Jakim cudem nie pokleiłam sobie palców - do tej pory jest to dla mnie zagadka...
A teraz kilka rad ku przestrodze:
Nie wybierajcie bordowego filcu na przednią okładkę. Nigdy. Ani żadnego ciemnego. Cholerstwo farbuje. Nieznacznie i tylko części wystające jak przyciski, ale jak chcecie uniknąć, to bierzcie jasne kolory.
Jeśli użyjecie butaprenu, to po poskładaniu całości dajcie etui wyschnąć. Najlepiej całą noc. A jeszcze lepiej zostawcie do zupełnego pozbawienia zapachu. Za oknem. Tak będzie najlepiej - wierzcie.
Pod spodem możecie podziwiać wynik :)
* miary długości są poparte żelazną kobiecą logiką. Brak odzwierciedlenia w ogólnie dostępnym układzie SI.





Komentarze
Prześlij komentarz